Gdy od tego roku FIFA wprowadziła zmiany odnośnie systemu rozgrywek zaplecza Champions League, tzn. LE, większość kibiców przywitała je aplauzem. Zniesiono ostatecznie sztucznie przytrzymywany przy życiu Puchar UEFA tworząc LE, która zrzesza dokładnie tyle ekip, co Liga Mistrzów i przebiega dokładnie takim samym systemem, jak bardziej prestiżowa, starsza siostra. Powoduje to, iż futbolowi miłośnicy nie muszą domyślać się jaka formuła w niej panuje, nikt mając dane o konkretnym zespole, iż gra w europejskich pucharach nie zastanawia się ,a dokładnie w jakich”. Wszystko jest zrozumiałe i klarowne. W Lidze Europejskiej mamy nawet swojego reprezentanta, który daje sobie radę całkiem przyzwoicie, przed ostatnim pojedynkiem pierwszej rundy spotkań, był nawet współliderem swojej grupy. Co z tego, iż Lech Poznań poniósł porażkę z Manchesterem City na jego terenie 1:3, skoro jak do tej pory i tak pozostawia po sobie pozytywne wrażenie. Po tamtym, całkiem równym starciu, zacząłem się zastanawiać – ile brakuje najlepszej w tej chwili polskiej ekipie do poziomu prezentowanego w powiedzmy lidze angielskiej. Na odpowiedź nie czekałem zbyt długo. Manchester City, który pokonał Lecha 3:1 zagrał w lidze z Arsenalem, który jest typowany do piątki najlepszych ekip w angielskiej lidze, lecz do mistrzostwa Anglii nie zbliżył się od lat. Aresnal pokonał gwiazdy Manchesteru 3:0 odprawiając je z kwitkiem. Po tamtym pojedynku od razu domyśliłem się, jakim wynikiem skończyłoby się starcie Lecha z takim Arsenalem… Szkoda gadać. Czy podobnej klęski, której doznałby na pewno mistrz Polski z przeciętną ekipą Premiership skończy się występ naszej reprezentacji na mistrzostwach Europy? Wiele zależeć będzie zapewne od tego, jak wiele zespołów i ilu polskich kadrowiczów będzie w kolejnym, poprzedzającym Mistrzostwa Europy roku, występowało w europejskich pucharach. Mam nadzieję, że jak najwięcej. Wszyscy wiemy, iż spotkania na poziomie Ligi Mistrzów dają piłkarzom znacznie więcej aniżeli kiszenie się w ligowej codzienności.
